Rosja!

Matka Ziemia skrywa mnóstwo tajemniczych, pięknych i czasem niebezpiecznych, ale niezwykle przyciągających miejsc. Nie sposób ich wszystkich zobaczyć, chyba że jesteśmy kotami i mamy 9 żyć, a każde z nich wykorzystujemy maksymalnie pod kątem podróży – kto wie czy jednak i wtedy starczyłoby ich wszystkich na przelotne choć zobaczenie wszystkich pięknych zakątków jakie kryją się na naszej Planecie. Góry i doliny, morza i oceany, jeziora i rzeki, pustynie i lasy…Na każdym kontynencie jest po kilka krajów kryjących w sobie przepiękne tajemnicze miejsca, a w każdym z tych krajów – jeszcze więcej miejsc wartych zobaczenia.

Rosja. Jedno z najpiękniejszych, najciekawszych i najbardziej pociągających miejsc. Specyficzna, lecz niezwykle ciekawa kultura, mnóstwo prześlicznych i majestatycznych budowli, wspaniałe tradycje. Chyba każdy z nas, jeśli nie ciągle, to przynajmniej jako dziecko chciał choć na chwilę znaleźć się w tym kraju.

Choć sama nie potrafię określić co to takiego, to faktycznie kraj ten ma w sobie coś, co przyciąga niczym magnez. Coś, co obezwładnia i niemal ciągnie za rękę. Oczywiście jako miłośniczka podróży nie byłabym sobą, gdybym nie wypatrzyła w każdym miejscu czegoś ciekawego z punktu widzenia łazika górskiego 🙂 W Rosji niewątpliwie jest to Elbrus. To wygasły wulkan, który niemal w całości pokryty jest lodowcami i wiecznym śniegiem. Ciekawostką, z którą spotykam się po raz pierwszy jest to, iż jest to góra o…dwóch szczytach! Zachodni osiągnął wysokość 5642m, natomiast wschodni, oddzielony od zachodniego przełęczą, jest o zaledwie 21 m niższy. Wiecie, każdy kto chce coś osiągnąć, znajdzie sobie powód ku temu – ja właśnie znalazłam!

Reklamy

 Punkt drugi…

 

Pomijając moje ogólne góro- i podróżomaniactwo, natrafiłam ostatnio na wspaniałą rzecz, która zaciekawiła mnie do tego stopnia, że dopisuję ją do listy rzeczy do wykonania jeszcze za tego życia 🙂 Przeglądając sieć w poszukiwaniu kolejnego miejsca, na punkcie którego może mi „odwalić”, natrafiłam na Annapurnę – szczyt w Himalajach. To pierwszy ośmiotysięcznik zdobyty przez człowieka – w 1950 roku.

Sanktuarium Annapurny

Annapurna to cały masyw, składający się z kilku szczytów, a więc żeby móc zobaczyć jej główny wierzchołek, trzeba się nieźle postarać. Bowiem jest to piesza wycieczka, wymagająca kilku dni wędrówki, aby móc dotrzeć do Sanktuarium Annapurny. Ach, jak to pięknie, tajemniczo, wzniośle i dumnie brzmi. I nie dziwota, bowiem z tego co się dowiedziałam, całe Sanktuarium jest dla miejscowej ludności miejscem świętym, a na trasie spotkać można wielu pielgrzymów. To musi być coś wspaniałego, móc poznać tych ludzi i przez jakiś czas obcować z miejscową kulturą ! Miejsce to ma tak unikalną kompozycję wysokości i głębokości dolin, że pociąga to za sobą równie zróżnicowany ekosystem. Na południu zatem znajdują się bambusy i rododendrony, w gęstej, tropikalnej dżungli, a na północy podziwiać możemy klimat zbliżony bardziej do Płaskowyżu Tybetańskiego.

Hej ho, przez góry by się szło!

Taki trekking w Himalajach to wspaniała sprawa – idziesz sobie pieszo, mijasz pielgrzymów, obserwujesz zmienne krajobrazy – tak, jakby w jednym czasie być w kilku miejscach naraz! To musi być niesamowita przygoda i doświadczenie. Wiecie co? Chyba opuszczę nasze poczciwe Beskidy i Tatry na rzecz hen, hen dalekich wypraw… 🙂