Cieszmy się z małych rzeczy bo…

Witajcie!

Pogoda w dalszym ciągu nie rozpieszcza – raz upał i duchota takie, że ciężko wytrzymać ze samym sobą, nawet siedząc w cieniu, w kubkiem zimnej oranżady w ręku, polewając się jednocześnie przyjemnie zimną wodą, wprost z węża ogrodowego, zaś następnego dnia – deszcz i zimny wiatr. Widząc słońce i ponad 30 kresek na termometrze, nastawiamy się na gorące dni, wyciągamy letnie ubrania, by za chwilę…zmarznąć. Takiej mieszanki i zmienności jak w tym roku, nie pamiętam od dawien dawna. A mówią, że niby globalne ocieplenie nadchodzi – chyba prędzej globalne ześwirowanie pogody 🙂

Wakacje w pełni, a ja siedzę, pracuję i myślę, jak to fajnie było za czasów dzieciaka. Obserwuję roześmiane szkraby, biegające bez celu w kółko i cieszące się byle listkiem czy kamyczkiem znalezionym na trawie. Żadnych zmartwień, totalna beztroska i czerpanie radości garściami z najprostszych nawet rzeczy. No więc tak sobie siedzę i myślę – gdzie się podziały tamte czasy? 🙂

Pamiętam, jak od małego fascynowały mnie góry – sama atmosfera związana z wycieczką (najczęściej jednodniową), powodowała, że skakałam pod sam sufit jak dzika pchła. Tego uczucia radości, fascynacji i poczucia wyzwania (nawet, jeśli mieliśmy przed sobą górkę wielkości kilku metrów 😉 ) nie da się opisać – ten, kto kocha góry, ten zrozumie o czym mówię. Ten zaś, kto nie wie – musiałby kochać góry, inaczej żadne słowa nie oddadzą tego stanu emocjonalnego. Droga, w samochodzie muzyka, słońce świeci, mama częstuje cukierkami, a tata podśpiewuje pod nosem sprawiając dzieciom frajdę. Wraz z upływem kolejnych minut – wyłaniające się stopniowo, najpierw blado, a następnie coraz śmielej, ciemne zarysy górskich szczytów…Stan niemal ekstazy 🙂 Wiecie co jest najsmutniejsze? Że pomimo pasji i czystej miłości do gór, tkwiącej głęboko w sercu, dorastanie, codzienne obowiązki i zmartwienia oraz życiowe problemy sprawiają, że stajemy się w środku coraz bardziej puści…Ta pustka to utracenie zdolności do cieszenia się małymi rzeczami, niespokojne przebieranie nogami wobec miejsc i sytuacji, które kiedyś przynosiły tyle radości i mogły trwać wiecznie. Kamyki znalezione na ulicy zamieniamy na te ze sklepu jubilerskiego, liście….na takie inne zielone, czyli pieniądze, a kochane Beskidy – na trekking w Himalajach czy narty w Alpach. O ile to wszystko dzieje się za sprawą chęci rozwoju wewnętrznego i poznawania świata – wszystko jest w porządku, lecz kiedy stoi za tym niemożność znajdowania radości w tym, co ukochane było do tej pory – to niechybny znak, że powinniśmy zwolnić i przemyśleć swoją codzienność, bowiem istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że wypala nas od środka….

Ot, kolejna refleksja. Udanych wakacji i dużo radości!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s