Sposób na jesień, czyli jadę tam, gdzie mnie wyniesie!

No i stało się – mamy jesień. Jeszcze ze dwa tygodnie temu mogliśmy udawać, że jej nie zauważamy – o to nie było trudno, zważywszy na pogodę jaka panowała : ta była iście letnia. Jednakże coraz chłodniejsze poranki i wieczory, a także zmrok zapadający dużo wcześniej niż przed kilkoma tygodniami jednoznacznie pozbawiają nas złudzeń i zwiastują coraz chłodniejsze dni. To okres, w którym niewątpliwie znika stopniowo, acz w miarę szybko cała energia życiowa i zapał do czegokolwiek. Ani nigdzie wyjść, ani pospacerować za bardzo….O aktywności fizycznej takiej, jaką lubię (a i pewnie spora część w Was) można pomarzyć – w górach panują paskudne warunki, a widoki są dość marne : deszcze, mgły, nisko leżące chmury…Ogólnie lipa pod każdym względem.

Kiedy wszystko dookoła zamiera, czuję jakby umierała część mnie. Dookoła same szarości, smutek i kałuże. Zimno, mgła. Ludzie zakapturzeni i skuleni przemykają szybko ulicami, by jak najszybciej schować się gdziekolwiek. Na taką aurę nie pozostaje nic innego, niż tylko zmienić otoczenie na bardziej przyjazne – albo po prostu inne. Latem obserwujemy, jak zmieniają się miejsca nam znane, a jesienią i zimą? Te same szarości i smutek. Tak więc warto zmienić miejsce, choćby na chwilkę : wyjechać na weekend do innego miasta w pobliżu, albo, wedle możliwości – daleko. Ja prawie każdego roku tak właśnie robię – i choć wydaje się, że to półśrodek, przyznaję, że działa wyśmienicie. W tym roku także zamierzam przezimować właśnie w ten sposób i zamiast codziennie rano wpatrywać się z okna w szare i zimne bloki naprzeciwko, zmieniam klimat na afrykański.

Powiecie, że oszalałam, że kombinuję i wymyślam dziwactwa – jednak odrobina (no dobra – mnóstwo!) słońca i ciepła, podczas gdy dookoła wszystko zamiera, to najlepszy doładowywacz wewnętrznych baterii. W ciepłe rejony najlepiej wybrać się na przełomie października i listopada – jeszcze pamięta się wakacyjną aurę, a do wiosny już nie tak całkiem znów daleko – mamy więc złoty środek. Lipcowa fascynacja (ta – kliknij:) zrealizowana w ekspresowym tempie! A więc: w tym roku – północ kontynentu. W planach Maroko i Park Narodowy Toubkal (w którym znajduje się oczywiście Jebel Toubkal – jest to najwyższy szczyt Maroka jak i północnej Afryki w ogóle!). Mam chęć także na Marakesz – zobaczymy, czy uda mi się wszystko ogarnąć tak, jak planuję. Ruszam już za 2 tygodnie – relacja po powrocie obowiązkowo! Trzymajcie kciuki!

A Wy jakie macie plany na przetrwanie do wiosny?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s