Wyprawa na Kazbek

kazbekGruzja kojarzy się głównie z terenem górzystym, w szczególności z pasmem Kaukaz. Jest to skojarzenie jak najbardziej słuszne, ponieważ tereny górskie zajmują aż 1/3 powierzchni tego pięknego kraju. Jednym z głównych celów wypraw w te rejony jest trzeci pod względem wysokości szczyt Kaukazu – Kazbek, który liczy sobie ponad 5000 metrów nad poziomem morza. Według gruzińskiej legendy Amirani to właśnie tutaj przywiązany zostać miał Prometeusz.Czytaj dalej »

Ras Dashen – podsumowanie

Obiecałam, że po powrocie z Ras Dashen opiszę moje wrażenia. Obietnice trzeba spełniać więc oto wpis. I wiecie co? Było super! Dwa tygodnie na Czarnym Lądzie to i dużo i mało. Piętnaście dni na obcej ziemi to czas wystarczający by odczuć znużenie i zatęsknić za domem, z drugiej strony jest to zbyt mało by poznać wszystkie tajemnice kraju. Wycieczka zostawiła we mnie uczucie niedosytu i wiem, że na pewno wrócę do Etiopii.

Cała historia zaczęła się na lotnisku w Addis Abebie. Nowy Kwiat (bo tak brzmi nazwa miasta po przetłumaczeniu) to z pozoru puste miejsce, pierwsze wrażenie jest raczej niezbyt pozytywne. W okolicy widać było dość sporo rastamanów, co mnie nie zdziwiło – ruch ten wywodzi się bowiem właśnie z tych ziem. Miasto wbrew pozorom ma swój urok, szczególnie ciekawy jest Merkato, czyli największy targ w Afryce.

Drugiego dnia wylądowałam w Gondarze, gdzie przygotowywałam się do trekkingu. W mieście znajduje się kilka ciekawych zabytków. Miejscowi byli sympatyczni, widać że interesowali się turystami. Natomiast podczas wędrówki na Ras Dashen spotkałam kilka grup naprawdę świetnych ludzi z różnych części świata. Podróż była pełna wrażeń, ale widoki i satysfakcja rekompensowały wszelkie trudy. Podczas całego wyjazdu działo się tak dużo, że nie mogę zachwycać się jedynie samym zdobywaniem góry. Wśród atrakcji było choćby zwiedzanie wioski Etiopskich Żydów i łaźni królewskich wpisanych na listę UNESCO.

W ciągu tych kilkunastu dni przeżyłam tyle ciekawych przygód, odwiedziłam tak wiele interesujących miejsc, że nie sposób streścić tego w jednym wpisie. Wierzcie mi jednak: Ras Dashen było strzałem w dziesiątkę! Kto wie, może na łamach bloga będę co jakiś czas wspominać ten wypad.

O Etiopii słów kilka

Zanim wyruszę do Ras Dashen poświęcam czas na czytanie informacje o kulturze i historii Etiopii. Uważam, że przed wyjazdem warto poznać nie tylko wyróżniające się miejsca, ale też dowiedzieć się trochę o tym, dlaczego dana okolic wygląda tak a nie inaczej. Dzięki temu jeszcze przed samą wyprawą wiem, na co zwrócić uwagę. Przybliżenie sylwetki odwiedzanego miejsca pozwala wyciągnąć więcej refleksji już w trakcie podróży i bezpośredniego odkrywania zwiedzanych lądów.

Czytaj dalej »

Ras Dashen – lista rzeczy do zabrania

Tak jak pisałam postanowiłam zabrać się za listę rzeczy, które będą mi potrzebne w wyprawie na Ras Dashen. Nawet jeśli wybieracie się dopiero za kilka miesięcy warto wcześniej zastanowić się co może wam się przydać. Wiele potrzebnych sprzętów będziemy mogli poszukać w promocyjnych cenach zamiast kupować wszystko na ostatnią chwilę. Poza tym planując na ostatnią chwilę możemy zapomnieć o potrzebnych rzeczach i nagle w trakcie podróży okaże się, że nie mam ważnej rzeczy. No to zaczynamy, mam nadzieję, że lista będzie kompletna, jeśli nie, dopisujcie swoje uwagi co jeszcze warto zabrać lub co jednak się nie przyda 🙂

  • plecak około 70 l i mały plecak
  • śpiwór
  • porządne i wygodne buty trekkingowe
  • porządna kurtka przeciwdeszczowa
  • ciepłe spodnie
  • spodnie zewnętrzne
  • spodnie typu safari
  • bieliznę termoaktywną
  • polary, jeden ciepły i jeden trochę lżejszy
  • czapka i rękawice
  • koszulki, z długim i krótkim rękawem
  • lekkie buty, sandały
  • bielizna, kosmetyki
  • ochraniacze na buty, nazywają się overbooty
  • kijki trekkingowe
  • apteczka
  • strój kąpielowy
  • nakrycie głowy chroniące przed słońcem
  • latarka czołówka i zapasowe baterie
  • krem i pomadka z filtrem UV
  • preparat na komary tropikalne – Mugga
  • książeczka szczepień
  • okulary przeciwsłoneczne
  • ręcznik szybkoschnący, najlepiej z mikrofibry
  • worki na śmieci
  • termos
  • dokumenty

Jest to wstępna lista rzeczy, które powinniśmy ze sobą zabrać. Nie przesadzajmy z ilością ubrań czy kosmetyków ponieważ ciężko będzie nam się wędrowało ze zbyt dużym i ciężkim bagażem. Z drugiej strony jeśli zabierze się za mało to możemy zmarznąć lub po prostu nie mieć się w co przebrać. Śpiwór powinien być lekki i ciepły, buty trekkingowe już przetestowane, jeśli obetrą nas po drodze będzie problem. Dobrze wybrać porządne ubrania przeciwdeszczowe i termoaktywne, będzie nam o wiele łatwiej podczas wyprawy. Wspomnę jeszcze o apteczce, zabierzmy najbardziej potrzebne leki, na pewno przyda się coś przeciwbólowego, coś na wymioty bądź biegunkę (nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć) no i jeśli na coś chorujemy czy jesteśmy podatni na uczulenia to potrzebne w tych sytuacjach leki. Pewnie zastanawiają was worki na śmieci, można schować w nich ubrania w razie deszczu, łatwiej uchronić je od przemoknięcia. Pamiętajcie też o specjalnym preparacie na komary, zwykły może sobie z nimi nie poradzić. Oczywiście należy mieć ze sobą odpowiednie dokumenty w tym paszport i kartę szczepień. Tak więc można zbierać sprzęt i szykować się na wspaniałą wyprawę! 🙂

 

 

Ras Dashen – już niebawem czeka mnie kolejna przygoda!

Nim opiszę wam dokładniej mój wcześniejszy wypad, chciałabym podzielić się z wami moją szczęśliwą nowiną! Wyruszam na kolejną wyprawę, tym razem na celowniku jest Ras Dashen. Sama nie mogę uwierzyć w moje szczęście i w to, że czeka mnie kolejna podróż! Na razie zabieram się za przygotowania, i chciałabym przybliżyć wam jak ma wyglądać wyprawa, a także to jak się do niej przygotować.

Zacznijmy od tego, że Ras Dashen to wygasły wulkan znajdujący się w Etiopii w górach Semien. Wysokość tego szczytu wynosi 4620 m, jest to czwarty jeśli chodzi o wysokość szczyt Afryki, a najwyższy szczyt Wyżyny Abisyńskiej. Wyprawa więc zapowiada się bardzo ciekawie! W planach jest przylot do Gondaru, w którym znajduje się łaźnia króla Fasilidasa (bardzo chce ją zwiedzić!) Następnie Sankaber, gdzie szykujemy się do trekkingu. No i ruszamy w drogę, trekking trwa kilka dni, dlatego trzeba odpowiednio się przygotować. Nocleg w namiotach wymaga odpowiedniego sprzętu, a wędrówka w miarę dobrej kondycji fizycznej. Przed wyprawą dobrze poćwiczyć i poprawić kondycję, a wędrówka będzie dużo przyjemniejsza. Zamiast skupiać się na zmęczeniu będziemy mogli podziwiać piękne widoki i cieszyć się kontaktem z naturą i zwierzętami. Później czeka nas jeszcze sporo zwiedzania i noclegi w hotelu. Trzeba dokładnie przemyśleć co zabieramy i w jakich ilościach, wędrówki ze zbyt mocno załadowanymi plecakami nie będą najprzyjemniejsze, nie można jednak też zabrać zbyt mało rzeczy, bo wiele jest na prawdę potrzebnych. Postaram się przygotować całą listę potrzebnych rzeczy, aby ułatwić przygotowania sobie no i wam oczywiście jeśli tylko będziecie chcieli z mojej listy skorzystać. Do usłyszenia niebawem, opowiem wam trochę więcej o moich przygotowaniach 🙂 Wyprawa na Ras Dashen to już nie tylko moje marzenie, niebawem tam będę i już nie mogę się doczekać! 🙂

Marrakesz, Jebel Toubkal – wyprawa na północ Afryki : podsumowanie

Aaaaa ja chcę jeszcze! Więcej i więcej ! Wiecie jak wygląda kot albo pies, który chce się gdzieś położyć, a nie mogąc znaleźć sobie miejsca kręci się nerwowo w kółko i rozgląda dookoła w poszukiwaniu podpowiedzi i ratunku? Ja czuję się teraz dokładnie tak samo – z tą przewagą do sierściatych jednak, że mogę o tym powiedzieć głośno (albo napisać). Wiecie, jedno stwierdzam z całą pewnością : od momentu, gdy do głowy wpadnie nam jakiś pomysł, który mieści się w kategorii marzeń, nie spieszcie się z jego spełnianiem – im dłużej czeka się na realizację, tym bardziej ona smakuje, a czas realizacji jest wyjątkowo ekscytujący. Ja w lipcu postanowiłam wybrać się na wyprawę na północ Afryki – jest koniec października, a ja już wróciłam…Udało się załapać okazyjnie na świetną ofertę (jedna osoba zmuszona była zrezygnować ze względu na dość poważną kontuzję), więc nim zdążyłam się rozsmakować w oczekiwaniu – pakowałam się na samolot.

Ale po kolei. 10 dni najwspanialszej przygody w życiu rozpoczęte początkiem października, na lotnisku w Warszawie. Tego samego dnia – lądowanie w Marakeszu. Drugiego dnia na dzień dobry – zwiedzanie miasta. Dookoła kolorowo, wesoło, zupełnie inny klimat niż znany powszechnie z Europy czy też nawet innych miast poza nią. Następnego dnia rozpoczyna się część właściwa, a więc przejazd do Imlil, a następnie przejście do schroniska, z którego już następnego dnia – wejście na szczyt! Na ten temat poświęcę osobną notkę, bowiem nie sposób zawrzeć wrażeń w kilku linijkach. Po powrocie do Marrakeszu – przejazd do Ajt Bin Haddu  , nocleg zaś w dolinie Dades, przejazd do wąwozu Todra, potem na pustynię, safari na wielbłądach, nocowanie w namiotach na pustyni…

Każdy z tych etapów zasługuje na szersze omówienie – szykujcie się więc na solidną dawkę moich wynurzeń! Jak tylko ochłonę, postaram się opisywać wszystko po kolei! To były najpiękniejsze dwa tygodnie mojego życia!

Sposób na jesień, czyli jadę tam, gdzie mnie wyniesie!

No i stało się – mamy jesień. Jeszcze ze dwa tygodnie temu mogliśmy udawać, że jej nie zauważamy – o to nie było trudno, zważywszy na pogodę jaka panowała : ta była iście letnia. Jednakże coraz chłodniejsze poranki i wieczory, a także zmrok zapadający dużo wcześniej niż przed kilkoma tygodniami jednoznacznie pozbawiają nas złudzeń i zwiastują coraz chłodniejsze dni. To okres, w którym niewątpliwie znika stopniowo, acz w miarę szybko cała energia życiowa i zapał do czegokolwiek. Ani nigdzie wyjść, ani pospacerować za bardzo….O aktywności fizycznej takiej, jaką lubię (a i pewnie spora część w Was) można pomarzyć – w górach panują paskudne warunki, a widoki są dość marne : deszcze, mgły, nisko leżące chmury…Ogólnie lipa pod każdym względem.

Kiedy wszystko dookoła zamiera, czuję jakby umierała część mnie. Dookoła same szarości, smutek i kałuże. Zimno, mgła. Ludzie zakapturzeni i skuleni przemykają szybko ulicami, by jak najszybciej schować się gdziekolwiek. Na taką aurę nie pozostaje nic innego, niż tylko zmienić otoczenie na bardziej przyjazne – albo po prostu inne. Latem obserwujemy, jak zmieniają się miejsca nam znane, a jesienią i zimą? Te same szarości i smutek. Tak więc warto zmienić miejsce, choćby na chwilkę : wyjechać na weekend do innego miasta w pobliżu, albo, wedle możliwości – daleko. Ja prawie każdego roku tak właśnie robię – i choć wydaje się, że to półśrodek, przyznaję, że działa wyśmienicie. W tym roku także zamierzam przezimować właśnie w ten sposób i zamiast codziennie rano wpatrywać się z okna w szare i zimne bloki naprzeciwko, zmieniam klimat na afrykański.

Powiecie, że oszalałam, że kombinuję i wymyślam dziwactwa – jednak odrobina (no dobra – mnóstwo!) słońca i ciepła, podczas gdy dookoła wszystko zamiera, to najlepszy doładowywacz wewnętrznych baterii. W ciepłe rejony najlepiej wybrać się na przełomie października i listopada – jeszcze pamięta się wakacyjną aurę, a do wiosny już nie tak całkiem znów daleko – mamy więc złoty środek. Lipcowa fascynacja (ta – kliknij:) zrealizowana w ekspresowym tempie! A więc: w tym roku – północ kontynentu. W planach Maroko i Park Narodowy Toubkal (w którym znajduje się oczywiście Jebel Toubkal – jest to najwyższy szczyt Maroka jak i północnej Afryki w ogóle!). Mam chęć także na Marakesz – zobaczymy, czy uda mi się wszystko ogarnąć tak, jak planuję. Ruszam już za 2 tygodnie – relacja po powrocie obowiązkowo! Trzymajcie kciuki!

A Wy jakie macie plany na przetrwanie do wiosny?

Idziemy znów do szkoły! Ale czy wszyscy?

Lato lato i po lecie. No, może jeszcze to lato nie do końca się skończyło (przynajmniej to kalendarzowe – zostanie z nami jeszcze przecież przez niemal 3 tygodnie), jednak koniec wakacji nastąpił nieuchronnie. Symbolicznie to one przecież oznaczają dla nas początek i koniec lata 🙂

Pomyśleć, że ten czas tak szybko leci. Dopiero co rok się zaczął, a tu już ledwie 3 miesiące do jego końca. Jest kilka momentów w roku, które traktujemy jako przełomowe – coś kończymy, coś zaczynamy. Najpopularniejszym z nich jest właśnie przełom roku, a następnie obiecujemy sobie, że „od wiosny”, „od wakacji”, „od jesieni”, „od zimy” już na pewno (tutaj wpisz co sobie zazwyczaj obiecujesz). Zazwyczaj nasze obietnice wobec siebie samych dotyczą zmian w życiu osobistym – rzadko myślimy o tym, co możemy zrobić dla kogoś. A okazja ku temu zawsze jest, trzeba tylko chcieć ją dostrzec.

Rozpoczął się rok szkolny, a wraz z nim tysiące młodych obywateli różnych krajów pomaszerowało znów do szkolnych sal (część z nich zaś dopiero rozpoczęła przygodę z nauką). No właśnie – część z nich…Dzieci i młodzież narzekają na szkołę, jednak nie zdają sobie chyba sprawy, jak daleko naprawdę są w przodzie w stosunku do dzieci z najbiedniejszych krajów, które pragną się uczyć, lecz nie mają tej możliwości, bo po prostu…nie mają szkół. Mowa przede wszystkim o najbiedniejszych rejonach choćby Afryki, czy aktualnie Nepalu (który kilka miesięcy temu nawiedziło przecież okropne trzęsienie ziemi). Tak więc podczas gdy europejskie dzieci, bawiąc się telefonem pod ławką, narzekać będą na to, że muszą siedzieć w szkole, afrykańskie czy nepalskie dzieci marzyć będą o tym, by móc posiadać książkę, zasiąść w szkolnej ławce pod dachem i uczyć się czytać i pisać. Nie wiem jak Was, ale mnie wzruszają widoki dzieci, które, mimo że nie mają niczego, wodę piją w rzeki i którym za buty służą kawałki gumy zawiązane na stopie sznurkiem – potrafią cieszyć się życiem i najmniejszym nawet drobiazgiem, który otrzymują od losu. Zapatrzeni w siebie w pogoni za dobrami materialnymi zapominamy o innych a także o tym, że pewnego dnia, gdy, być może, nasz kraj nawiedzi kataklizm – zostaniemy z niczym. Przepadną majątki, domy, samochody i wakacje. Zostaniemy w tych spodniach, które mamy na sobie – poza bogactwem wewnętrznym i bliskimi ludźmi, nie zostanie nam nic więcej. Dlatego warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, czy pogoń za rzeczami tak ulotnymi naprawdę warta jest poświęcania relacji z innymi ludźmi?

Obudź w sobie odrobinę empatii i pozwól spełnić choć najmłodszym ich marzenia. Marzenia, które dla nas są tak oczywistą codziennością, że nawet nie zauważamy ile posiadamy. Nie czekaj na innych – dorzuć swoją cegiełkę do odbudowania Nepalu czy wsparcia budowy szkół w Afryce. Dla Ciebie to ledwie parę złotych, które dla nich są na wagę złota. Wyprawy w Himalaje były dotąd bardzo popularne – dlaczego więc nie odrzucić na chwilę egoistycznych pobudek i nie udać się tam w celu pomocy?

Wyślij smsa, kup koszulkę, zrób przelew na 10 zł – to niewiele, a dla nich to gwiazdka z nieba.

Pomyślmy o innych – bo kiedy przyjdzie czas na to, by nam pomóc, może okazać się, że otoczenie będzie równie ślepe na naszą krzywdę, co my teraz na cudzą…

Cieszmy się z małych rzeczy bo…

Witajcie!

Pogoda w dalszym ciągu nie rozpieszcza – raz upał i duchota takie, że ciężko wytrzymać ze samym sobą, nawet siedząc w cieniu, w kubkiem zimnej oranżady w ręku, polewając się jednocześnie przyjemnie zimną wodą, wprost z węża ogrodowego, zaś następnego dnia – deszcz i zimny wiatr. Widząc słońce i ponad 30 kresek na termometrze, nastawiamy się na gorące dni, wyciągamy letnie ubrania, by za chwilę…zmarznąć. Takiej mieszanki i zmienności jak w tym roku, nie pamiętam od dawien dawna. A mówią, że niby globalne ocieplenie nadchodzi – chyba prędzej globalne ześwirowanie pogody 🙂

Wakacje w pełni, a ja siedzę, pracuję i myślę, jak to fajnie było za czasów dzieciaka. Obserwuję roześmiane szkraby, biegające bez celu w kółko i cieszące się byle listkiem czy kamyczkiem znalezionym na trawie. Żadnych zmartwień, totalna beztroska i czerpanie radości garściami z najprostszych nawet rzeczy. No więc tak sobie siedzę i myślę – gdzie się podziały tamte czasy? 🙂

Pamiętam, jak od małego fascynowały mnie góry – sama atmosfera związana z wycieczką (najczęściej jednodniową), powodowała, że skakałam pod sam sufit jak dzika pchła. Tego uczucia radości, fascynacji i poczucia wyzwania (nawet, jeśli mieliśmy przed sobą górkę wielkości kilku metrów 😉 ) nie da się opisać – ten, kto kocha góry, ten zrozumie o czym mówię. Ten zaś, kto nie wie – musiałby kochać góry, inaczej żadne słowa nie oddadzą tego stanu emocjonalnego. Droga, w samochodzie muzyka, słońce świeci, mama częstuje cukierkami, a tata podśpiewuje pod nosem sprawiając dzieciom frajdę. Wraz z upływem kolejnych minut – wyłaniające się stopniowo, najpierw blado, a następnie coraz śmielej, ciemne zarysy górskich szczytów…Stan niemal ekstazy 🙂 Wiecie co jest najsmutniejsze? Że pomimo pasji i czystej miłości do gór, tkwiącej głęboko w sercu, dorastanie, codzienne obowiązki i zmartwienia oraz życiowe problemy sprawiają, że stajemy się w środku coraz bardziej puści…Ta pustka to utracenie zdolności do cieszenia się małymi rzeczami, niespokojne przebieranie nogami wobec miejsc i sytuacji, które kiedyś przynosiły tyle radości i mogły trwać wiecznie. Kamyki znalezione na ulicy zamieniamy na te ze sklepu jubilerskiego, liście….na takie inne zielone, czyli pieniądze, a kochane Beskidy – na trekking w Himalajach czy narty w Alpach. O ile to wszystko dzieje się za sprawą chęci rozwoju wewnętrznego i poznawania świata – wszystko jest w porządku, lecz kiedy stoi za tym niemożność znajdowania radości w tym, co ukochane było do tej pory – to niechybny znak, że powinniśmy zwolnić i przemyśleć swoją codzienność, bowiem istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że wypala nas od środka….

Ot, kolejna refleksja. Udanych wakacji i dużo radości!

Bądź gotowy na zmiany !

W marcu jak w garncu, kwiecień plecień bo przeplata, trochę zimy trochę lata…Do tego, iż we wczesnowiosennych miesiącach pogoda płata nam figle każdy się przyzwyczaił i nikogo nie dziwi fakt, iż na padający wczoraj śnieg, dziś świeci ciepłe słońce po to, aby jutro spod warstwy ziemi przebił się pierwszy kwiatek. Maj – miesiąc zakochanych, zieleń soczyście pnie się ku niebu, aby nadszedł pełen truskawek, pachnący i ciepły czerwiec. Koniec miesiąca to dla większości upragniony początek wakacji. Gorący lipiec, nie mniej upalny sierpień i za chwilę zazwyczaj ciepły wrzesień, po którym znów odliczamy dni i tygodnie do pierwszego śniegu. Ale…zaraz zaraz. W tym roku kwiecień trwa chyba nieustannie aż po dziś dzień. Bo jak inaczej rozumieć to, co dzieje się w pogodzie? Deszcz, 15 stopni i wiatr, zaś na drugi dzień – 30 stopni i pełne słońce. Po dwóch dniach wracamy do deszczowej i zimnej pogody. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że ewidentnie się coś pomieszało? Trudno dostosować się do tych gwałtownych zmian pogody, nawet wychodząc do pracy czy szkoły. Albo ubieramy się za cienko, albo za ciepło. Choć zazwyczaj o zmianach pogody jesteśmy informowani z odpowiednim wyprzedzeniem, bowiem wystarczy wieczorem zobaczyć prognozę pogody, to jednak nieraz zdarzają się tak gwałtowne jej zmiany, iż w ciągu zaledwie kilku minut gęste chmury spowijają niebo, z którego za kilkanaście ledwie sekund rozpocznie się ulewa.

Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że wielu ludzi idąc w góry zapomina o tym, jak zmienna i kapryśna potrafi być pogoda – zwłaszcza zaś w tych górach, w których panuje specyficzny klimat. Nieraz przecież zapewne chodziliście po śniegu, podczas gdy wasz kark przypalany był przez piekące słońce. Dlatego apeluję do wszystkich tych, którzy wybierają się w góry – nieważne, czy to nasze poczciwe Tatry, czy Elbrus albo inny Mount Everest – zawsze, ale to ZAWSZE przed wyprawą na jakikolwiek szczyt należy być przygotowanym na zmiany pogody. Nasz strój i obuwie, a także nakrycia głowy i wyposażenie plecaka powinny być dostosowane do gwałtownych zmian i specyficznych warunków panujących na wysokościach. Tak więc : ubieraj się zawsze na cebulkę, abyś mógł swobodnie manewrować elementami ubioru w zależności od potrzeby. Najlepiej, by była to odzież z materiałów dla sportowców – zadba bowiem o odpowiednią gospodarkę cieplną i komfort noszenia. Obuwie zawsze musi być przeznaczone do chodzenia po górach – trampki czy zwykłe adidasy mogą zawieść w najmniej odpowiednim momencie (trampki są dobre to chodzenia po mieście, nigdy w góry!). Zawsze miej też nakrycie głowy – czy to nagły śnieg, wichura, czy też prażące słońce – izolacja musi być. Termos z ciepłym napojem, papierowa mapa okolicy (a nuż nie będzie zasięgu wysoko w górach, co wtedy?).

Przed każdym wyjściem w góry zapoznajcie się wcześniej ze specyfiką miejsca – zagrożenia, trudności, tendencje do gwałtownych zmian pogody, czy też niebezpieczne zwierzęta w okolicy. Lepiej mieć plecak o te 2 kg cięższy, lecz w razie potrzeby móc użyć niezbędnego przedmiotu.

Szczęśliwych podróży !