Bądź gotowy na zmiany !

W marcu jak w garncu, kwiecień plecień bo przeplata, trochę zimy trochę lata…Do tego, iż we wczesnowiosennych miesiącach pogoda płata nam figle każdy się przyzwyczaił i nikogo nie dziwi fakt, iż na padający wczoraj śnieg, dziś świeci ciepłe słońce po to, aby jutro spod warstwy ziemi przebił się pierwszy kwiatek. Maj – miesiąc zakochanych, zieleń soczyście pnie się ku niebu, aby nadszedł pełen truskawek, pachnący i ciepły czerwiec. Koniec miesiąca to dla większości upragniony początek wakacji. Gorący lipiec, nie mniej upalny sierpień i za chwilę zazwyczaj ciepły wrzesień, po którym znów odliczamy dni i tygodnie do pierwszego śniegu. Ale…zaraz zaraz. W tym roku kwiecień trwa chyba nieustannie aż po dziś dzień. Bo jak inaczej rozumieć to, co dzieje się w pogodzie? Deszcz, 15 stopni i wiatr, zaś na drugi dzień – 30 stopni i pełne słońce. Po dwóch dniach wracamy do deszczowej i zimnej pogody. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że ewidentnie się coś pomieszało? Trudno dostosować się do tych gwałtownych zmian pogody, nawet wychodząc do pracy czy szkoły. Albo ubieramy się za cienko, albo za ciepło. Choć zazwyczaj o zmianach pogody jesteśmy informowani z odpowiednim wyprzedzeniem, bowiem wystarczy wieczorem zobaczyć prognozę pogody, to jednak nieraz zdarzają się tak gwałtowne jej zmiany, iż w ciągu zaledwie kilku minut gęste chmury spowijają niebo, z którego za kilkanaście ledwie sekund rozpocznie się ulewa.

Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że wielu ludzi idąc w góry zapomina o tym, jak zmienna i kapryśna potrafi być pogoda – zwłaszcza zaś w tych górach, w których panuje specyficzny klimat. Nieraz przecież zapewne chodziliście po śniegu, podczas gdy wasz kark przypalany był przez piekące słońce. Dlatego apeluję do wszystkich tych, którzy wybierają się w góry – nieważne, czy to nasze poczciwe Tatry, czy Elbrus albo inny Mount Everest – zawsze, ale to ZAWSZE przed wyprawą na jakikolwiek szczyt należy być przygotowanym na zmiany pogody. Nasz strój i obuwie, a także nakrycia głowy i wyposażenie plecaka powinny być dostosowane do gwałtownych zmian i specyficznych warunków panujących na wysokościach. Tak więc : ubieraj się zawsze na cebulkę, abyś mógł swobodnie manewrować elementami ubioru w zależności od potrzeby. Najlepiej, by była to odzież z materiałów dla sportowców – zadba bowiem o odpowiednią gospodarkę cieplną i komfort noszenia. Obuwie zawsze musi być przeznaczone do chodzenia po górach – trampki czy zwykłe adidasy mogą zawieść w najmniej odpowiednim momencie (trampki są dobre to chodzenia po mieście, nigdy w góry!). Zawsze miej też nakrycie głowy – czy to nagły śnieg, wichura, czy też prażące słońce – izolacja musi być. Termos z ciepłym napojem, papierowa mapa okolicy (a nuż nie będzie zasięgu wysoko w górach, co wtedy?).

Przed każdym wyjściem w góry zapoznajcie się wcześniej ze specyfiką miejsca – zagrożenia, trudności, tendencje do gwałtownych zmian pogody, czy też niebezpieczne zwierzęta w okolicy. Lepiej mieć plecak o te 2 kg cięższy, lecz w razie potrzeby móc użyć niezbędnego przedmiotu.

Szczęśliwych podróży !

Reklamy

Maroko, Marakesz i Jebel Toubkal, czyli Afryka jakiej nie znacie!

Wiecie co się dzieje z człowiekiem, kiedy za długo siedzi w domu i ma za dużo czasu? Zaczyna kombinować. W różne strony. Wszak większość genialnych (albo tych całkowicie głupich i wołających o pomstę do nieba) pomysłów powstaje właśnie wskutek zbyt dużej ilości czasu na myślenie. Ciekawe ile przełomowych wynalazków czy wydarzeń zaistniało wskutek takich właśnie okoliczności :)) Ja specjalnie odkrywcza nie będę, ale przyczyna wpisu podobna : za oknem słońce, sezon wakacyjny w pełni, Polacy (i nie tylko) rozjeżdżają się w najróżniejsze strony świata, a ja…a ja nie mam urlopu! Tja, narzekam jak co roku, choć każdego roku celowo wybieram końcówkę wakacji aby nie smażyć się w upale i nie spływać z leżaka siedząc na nim. Powiadają, że co z oczu to z serca – i to święta prawda. Bo póki nie widzę tych wszystkich wpisów i zdjęć z wakacji na Fejsie, ani nie słyszę gadania znajomych na ten temat, to nie jest mi aż tak żal że do mojego urlopu jeszcze tyle czasu.

No więc tak sobie siedzę i myślę, myślę, aż w końcu wymyśliłam. Kolejną fascynację która pewnie będzie mnie teraz prześladować. Afryka! Żyje człowiek parę już lat na tym świecie, w różnych miejscach był, a te najbardziej oczywiste okazują się nagle nie być wcale takimi oczywistymi. No bo popatrzcie : taka Afryka – z czym się kojarzy? Gdyby zrobić jakąś małą sondę, to pewnie najwięcej ludzi odpowiedziałoby, że z lwami, sawanną i Murzynami (Afroamerykanami, żeby ktoś nie skarcił mnie tutaj poprawnością polityczną ;)). No może jeszcze jakaś pustynia, ale to by było na tyle. No właśnie. Trochę mało, nieprawdaż? Tymczasem gdy głębiej się przyjrzeć tematowi – okaże się, ile fantastycznych miejsc kryje w sobie ten kontynent. Takie Maroko czy Marakesz na przykład – każdy słyszał, niewielu będzie potrafiło powiedzieć na ich temat coś więcej, prawda? Minaret, Jebel Toubkal, Warzazat – czy komuś coś to mówi? Pewnie niewiele, jeśli nie nic w ogóle. Od głupiego przypadku (poszło sznureczkiem po kliknięciu w coś tam) do totalnej fascynacji. Oj, coś czuję że mój wszędobylski, podróżniczy duch przebudził się na dobre z zimowego snu i głodny jest nowych wrażeń. Byle do jesieni, a potem…A potem będę mogła robić nowe plany na przyszły rok!

I zabrzmiał ostatni dzwonek…Wakacje czas zacząć!

Drrrrrryyyyyyn! Właśnie zabrzmiał ostatni dzwonek w szkolnych murach. Roześmiane buzie elegancko ubranych dzieci i młodzieży, dzierżących w dłoniach kwiaty, bombonierki i inne upominki dla nauczycieli ani chybi świadczą o tym, iż nadszedł okres wyczekiwany przez chyba wszystkich uczniów i nauczycieli od 1-go września poprzedniego roku 🙂 No, po prostu ukochane, upragnione wakacje!

Dla większości z dzieci i nauczycieli będzie to czas słodkiej beztroski, naładowania akumulatorów i pełnych wrażeń wyjazdów, dla innych – czas wytężonej pracy poza murami szkoły (mowa uczniach dorabiających podczas wakacji). W Polsce jak jest – każdy wie. Niestety nie każdy czeka na wakacje z takim utęsknieniem jak ich koledzy. Nie dla każdego bowiem oznaczać one będą odpoczynek, nawiązywanie nowych znajomości i robienie tysięcy zdjęć, które zimowymi wieczorami przypomną o radości letnich dni. Dziś chciałabym wspomnieć o czymś innym niż dotychczas tutaj pisałam. Chciałabym poświęcić parę słów właśnie tym z dzieci i młodzieży, których rodziców (ani ich samych) nie stać na to, aby pozwolić sobie na wyjazd na wakacje. Kochani, każdemu należy się odpoczynek i radość w życiu – zwłaszcza zaś w młodych latach, aby mieć co wspominać za kilka czy kilkanaście lat i nie mieć nigdy poczucia straconych lat. Wcale nie potrzeba mieć dużo pieniędzy, aby móc zaznać radości wakacyjnego czasu – nawet jeśli mieszkasz w mieście. Mamy lato, więc jest ciepło i świeci słońce – przynajmniej przez większość dni. Młody człowieku – do dzieła! Nawet jeśli pracujesz w ciągu dnia, popołudnia i wieczory są całe dla Ciebie! Po pracy weź rower bądź rolki i przejedź się do najbliższego parku bądź lasu. W weekend – odwiedź basen lub wyjdź na imprezę plenerową. Korzystaj z pobytu na świeżym powietrzu tyle, ile się da. Jeśli jesteś mieszkańcem turystycznych rejonów – w zasadzie nie masz z tym problemu, bowiem miejsc na choćby kilkudziesięciominutowy wypad nie brak.

Nawet jeśli masz pracujące wakacje – nie oznacza to, że masz nie mieć ich w ogóle! Lepsze weekendowe wygrzewanie się na łące w miejskim lasku, niż zwieszanie głowy z podejściem „nie mam wakacji” i klikanie kolejnych stron w Internecie czy „lajków” przy zdjęciach z wakacji znajomych na Facebooku. Choć może to co piszę wydać się naiwne i wyglądać na „cioci rady”, to uwierzcie – wiem z doświadczenia, że nasze nastawienie do sytuacji życiowej determinuje zadowolenie z życia. Kiedy byłam mała, większość czasu w wakacje spędzałam ganiając po podwórku – do dziś pamiętam to uczucie, kiedy wracałam do domu z brudną buzią i umorusanymi spodniami. Za to szczęśliwa jak nigdy – tego i Wam życzę z całego serca!

Ruszamy na wakacje!

Jak nastroje w ostatnim tygodniu roku szkolnego? Pamiętam doskonale czasy, kiedy to jeszcze sama chodziłam do szkoły. Trochę dawno, ale wspomnienia i atmosfera towarzysząca zbliżającym się wakacjom – nie do zapomnienia. Myślę, że chyba każdy z nas miał podobne odczucia i czerwiec zapamiętał podobnie – ostatnie dni coraz luźniejszych lekcji, odliczanie najpierw do wolnego, a następnie do wyjazdu na wakacje…To był niezwykle magiczny czas. Zresztą – kiedy jest się dzieckiem, wiele rzeczy ma wyjątkowy klimat. Bo jako dzieci potrafimy cieszyć się z najdrobniejszych nawet rzeczy. Szkoda, że z biegiem lat (a właściwie to nawet z roku na rok) dochodzące obowiązki i zmartwienia skutecznie niszczą tą dziecięcą radość i umiejętność znajdowania uciechy w kamyczku czy baloniku. Pamiętacie czasy, kiedy spacer z mamą lub tatą do parku na festyn przeżywaliście jak swoistą wyprawę na drugi koniec świata? Pamiętacie tą ekscytację towarzyszącą oczekiwaniu na zwykłą wycieczkę rowerową do lasu? Pamiętacie, kiedy wyjazd na pobliskie jezioro w weekend równoznaczny był z nieprzespaną z wrażenia nocą? Ahhh, gdyby tylko móc wrócić do tamtych czasów, kiedy wszystko było takie proste, takie ekscytujące i zostawało w pamięci na tak długo…

 

Nie to co dziś. Pędzimy przed siebie, non stop za czymś goniąc, czegoś poszukując, czegoś chcąc…Choć często sami nie wiemy do końca czego. Ale chcemy tego więcej. Chcemy aby to było lepsze. Większe. Bardziej wypasione. Cokolwiek tak naprawdę to jest. Tylko, czy wówczas gdy to osiągniemy, czujemy się szczęśliwsi? Wiemy że musimy zarabiać, opłacić rachunki, utrzymać siebie i rodzinę, od czasu do czasu kupić sobie coś do ubrania czy drobiazg. Wiemy, że w ciągu tych kilku dni urlopu jakie mamy w roku należy wyjechać na wakacje, potem wrzucić zdjęcia na Facebooka i udawać przed znajomymi, jak bardzo się cieszymy z wyjazdu i jak bardzo wypoczęliśmy. Tymczasem nie raz okazuje się, że w ogóle nie potrafimy się wyluzować i odpocząć. Większość rzeczy robimy nie dlatego że chcemy, ale musimy. Nie robimy tego co chcemy, a to co nam wypada czy czego inni od nas oczekują.

Tak jakoś wzięło mnie przy okazji obserwacji roześmianych buziek małolatów cieszących się z nadchodzących wakacji na małą refleksję. Pewnie każdy z nas cieszyłby się podobnie, gdyby nie to, że za te chwile przyjemności i relaksu przyjdzie nam słono zapłacić – czy mając na uwadze ogromne koszty związane z takim, powiedzmy, dwutygodniowym wyjazdem nad morze czy w góry, dziwnym jest, iż nie potrafimy podejść do wakacji z tą dziecięcą, szczerą radością? Taak, wiem, podwiało smętem 🙂 Ale to pewnie dlatego, że mam za dużo na głowie – praca, dom i nie mam kiedy spakować bagaży i ruszyć przed siebie – na jesień mam co prawda zaplanowany trekking w Himalajach, lecz ile czasu jeszcze do tego…

Nepal – trzęsienie ziemii

Witajcie,

jako podróżnik (ale przede wszystkim jako zwykły człowiek) nie mogę pozostać obojętna na to, co wydarzyło się w Nepalu jakiś czas temu. Nie wspominałam o nim dotychczas na swoim blogu, bowiem uznałam, że ważniejsze są czyny niż słowa. Skupiłam się na zorganizowaniu pomocy wraz ze znajomymi, rodziną i ich najbliższym otoczeniem, lecz widząc ogrom zniszczeń i cierpienia jaki ma miejsce w tym rejonie, zwracam się także do Was z apelem. Pomagajmy. Nikomu tego nie życzę, ale niech każdy ma świadomość, że nie wie co czeka go jutro i sam może potrzebować pomocy z zewnątrz, od obcych ludzi, z drugiego końca świata nawet. Nie chciałbyś wtedy usłyszeć, że dla kogoś to problem by przysłać Ci trochę ubrań, leków i żywności, prawda? Dlatego nie zastanawiaj się nad tym, ile rzekomej trudności sprawić może Ci przekazanie zbędnych Ci rzeczy czy nawet wysłanie smsa z którego dochód przekazany zostanie na pomoc potrzebującym. Nigdy nie będzie Ci tak trudno, jak nepalczykom teraz.

Pamiętam swoje plany podróży do Nepalu. Jeśli czytaliście mojego bloga wcześniej, zauważyliście pewnie, że wpis na ten temat pojawił się 16.04 tego roku – czyli zaledwie 9 dni przed tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi. Owo wydarzenie sprawiło, że już nigdy nie zobaczę tego, co pragnęłam. Pewna piękna historia legła w gruzach, jak domek z kart. To okropne, bowiem sytuacje takie pokazują jak bardzo jesteśmy bezradni wobec potęgi żywiołów.

Podwójnie dziwne uczucie. Po pierwsze – jest tyle miejsc na świecie, a w gruzach lega dokładnie to, o którym pomyślałeś. Po drugie – od podjęcia decyzji o zorganizowaniu wyprawy w ten rejon, do jego zniszczenia minął ledwie ponad tydzień. Do dziś czuję się skołowana tymi faktami. Mniejsza o to, bo to nie ja przeżywam utratę dachu nad głową, śmierć bliskich i zrujnowane dotychczasowe życie. Tak jakoś dziwnie po prostu, no…

Pomagajcie. Wyślijcie chociaż głupiego smsa…To zawsze kropla w tym ogromnym morzu potrzeb, lecz nie od razu Kraków zbudowano, prawda? Ktoś kiedyś położył pierwszy kamień i cegłę…Tak jak na piękne budowle, które zniknęły z powierzchni ziemii w przeciągu kilku czy kilkunastu minut… Pozostały fotografie i wspomnienia o ludziach, dla których poranek 25 kwietnia okazał się być ostatnim…

 

nepal 1 nepal 2 nepal 3 nepal annapurna

Trochę wspomnień

Cześć!

Ostatnimi czasy mam dłuższy przestój z tematami, jakimi mogłabym się z Wami dzielić, bowiem obowiązki w sferze prywatnej i zawodowej nie pozwalają na zwłokę, a przez to nie mogę sobie pozwolić na wyjazdy dłuższe niż weekendowe i w niedalekie rejony. Cóż, dobre i to, bowiem jeśli, jak to mówią, nie ma się tego co się lubi, trzeba lubić to co się ma.

Po kilku wycieczkach (a raczej dużych wyprawach) na zagraniczne, potężne szczyty, apetyt nieco się wyostrzył i nasze polskie (choć piękne i poczciwe) góry wydają się być przy nich ledwie mało doprawionymi pagórkami. Wiecie, kiedy byłam mała, Tatry wydawały mi się przeogromne i niemożliwe do zdobycia 🙂 Patrząc z dołu na Giewont – wydaje się przeogromny, choć w rzeczywistości ma przecież niecałe 2000 metrów. Czymże jest w porównaniu do, powiedzmy, Elbrusa (5 642m ) czy Kilimandżaro (5 895 m )? Są niemal trzykrotnie wyższe, a samo dojście na szczyt nie jest tak łatwe jak w przypadku naszych gór.

Po dziś dzień pamiętam pierwszą zagraniczną wyprawę, pierwszy raz, kiedy zobaczyłam z dołu wielką górę (pamiętam, że przestraszyłam się wówczas niemiłosiernie, a Giewont automatycznie wydał się dosłownie malutkim pagórkiem). Ach, naszło mnie dziś na wspomnienia! Ale to zapewne dlatego, że niedawno był Dzień Mamy, potem Dzień Dziecka – automatycznie zawędrowałam wspomnieniami w dawne czasy, a przez to po kolei zaczęły przypominać się pierwsze wielkie rzeczy jakich w swoim życiu dokonywałam 🙂 Tak siedzę i myślę, i doszłam do wniosku, że to niesamowite, w jak krótkim czasie człowiek może diametralnie pozmieniać swoje życie…Te wielkie zmiany biorą się z małych kroczków – najważniejsze, to postawić choć jeden i nie bać się!

A ja na to, jak na lato!

Cześć i czołem, witam się z Wami serdecznie! Chwilkę mnie tutaj nie było, ale jako że to blog podróżniczy staram się nie wychodzić za bardzo poza temat i nie pisać o rzeczach z nim nie związanych – żeby Was nie nudzić. Dziś w nieco innym stylu – o wakacjach ogólnie. Czasu już coraz mniej do magicznego urlopu dla większości z nas – czas na oferty last minut w niektórych przypadkach!

Dziś krótko o tym, jak w pogoni za wakacyjnymi marzeniami nie dać się nabrać – i nie stracić pieniędzy, wycieczki, ani przede wszystkim zdrowia czy nawet życia…

Jeśli z jakiegoś powodu nie udało Wam się do tej pory załatwić wyjazdu, istnieje jeszcze taka szansa w postaci :

  • odkupienia takowego od osób które jechać nie mogą
  • ofert last minute

W obu przypadkach należy zachować dużą dozę ostrożności i ofertę sprawdzić jak w przypadku normalnego wykupu. Pamiętajcie, że naciągacze i oszuści nie śpią, a Wasze podejrzenia powinna od razu wzbudzić oferta która jest podejrzanie tania, nie ma w niej pełnych danych kontaktowych do organizatora, bądź nazwa biura podróży brzmi łudząco podobnie do któregoś ze znanych – może okazać się, że to oszuści podszywający się pod znane firmy! Uwaga zwłaszcza na oferty internetowe – jeśli nie można takowej zweryfikować w stacjonarnym biurze, lepiej sobie odpuścić – może okazać się, że w razie problemów nie będzie do kogo się zwrócić, bo okaże się, że podane biuro nigdy nie istniało i nikt nie podejmuje odpowiedzialności za ludzi którzy pojechali!

ZAWSZE, ale to zawsze sprawdzajcie biuro podróży którego nie znacie w rejestrach.

Tylko wybierając pewnego organizatora, macie zapewnioną gwarancję udanych wakacji. Nie daj się skusić tanią (zwłaszcza podejrzanie tanią) ceną – wszak znane powiedzenie trafnie mówi, iż chciwy dwa razy traci!

Udanych wakacji wszystkim! 🙂

Rosja!

Matka Ziemia skrywa mnóstwo tajemniczych, pięknych i czasem niebezpiecznych, ale niezwykle przyciągających miejsc. Nie sposób ich wszystkich zobaczyć, chyba że jesteśmy kotami i mamy 9 żyć, a każde z nich wykorzystujemy maksymalnie pod kątem podróży – kto wie czy jednak i wtedy starczyłoby ich wszystkich na przelotne choć zobaczenie wszystkich pięknych zakątków jakie kryją się na naszej Planecie. Góry i doliny, morza i oceany, jeziora i rzeki, pustynie i lasy…Na każdym kontynencie jest po kilka krajów kryjących w sobie przepiękne tajemnicze miejsca, a w każdym z tych krajów – jeszcze więcej miejsc wartych zobaczenia.

Rosja. Jedno z najpiękniejszych, najciekawszych i najbardziej pociągających miejsc. Specyficzna, lecz niezwykle ciekawa kultura, mnóstwo prześlicznych i majestatycznych budowli, wspaniałe tradycje. Chyba każdy z nas, jeśli nie ciągle, to przynajmniej jako dziecko chciał choć na chwilę znaleźć się w tym kraju.

Choć sama nie potrafię określić co to takiego, to faktycznie kraj ten ma w sobie coś, co przyciąga niczym magnez. Coś, co obezwładnia i niemal ciągnie za rękę. Oczywiście jako miłośniczka podróży nie byłabym sobą, gdybym nie wypatrzyła w każdym miejscu czegoś ciekawego z punktu widzenia łazika górskiego 🙂 W Rosji niewątpliwie jest to Elbrus. To wygasły wulkan, który niemal w całości pokryty jest lodowcami i wiecznym śniegiem. Ciekawostką, z którą spotykam się po raz pierwszy jest to, iż jest to góra o…dwóch szczytach! Zachodni osiągnął wysokość 5642m, natomiast wschodni, oddzielony od zachodniego przełęczą, jest o zaledwie 21 m niższy. Wiecie, każdy kto chce coś osiągnąć, znajdzie sobie powód ku temu – ja właśnie znalazłam!

 Punkt drugi…

 

Pomijając moje ogólne góro- i podróżomaniactwo, natrafiłam ostatnio na wspaniałą rzecz, która zaciekawiła mnie do tego stopnia, że dopisuję ją do listy rzeczy do wykonania jeszcze za tego życia 🙂 Przeglądając sieć w poszukiwaniu kolejnego miejsca, na punkcie którego może mi „odwalić”, natrafiłam na Annapurnę – szczyt w Himalajach. To pierwszy ośmiotysięcznik zdobyty przez człowieka – w 1950 roku.

Sanktuarium Annapurny

Annapurna to cały masyw, składający się z kilku szczytów, a więc żeby móc zobaczyć jej główny wierzchołek, trzeba się nieźle postarać. Bowiem jest to piesza wycieczka, wymagająca kilku dni wędrówki, aby móc dotrzeć do Sanktuarium Annapurny. Ach, jak to pięknie, tajemniczo, wzniośle i dumnie brzmi. I nie dziwota, bowiem z tego co się dowiedziałam, całe Sanktuarium jest dla miejscowej ludności miejscem świętym, a na trasie spotkać można wielu pielgrzymów. To musi być coś wspaniałego, móc poznać tych ludzi i przez jakiś czas obcować z miejscową kulturą ! Miejsce to ma tak unikalną kompozycję wysokości i głębokości dolin, że pociąga to za sobą równie zróżnicowany ekosystem. Na południu zatem znajdują się bambusy i rododendrony, w gęstej, tropikalnej dżungli, a na północy podziwiać możemy klimat zbliżony bardziej do Płaskowyżu Tybetańskiego.

Hej ho, przez góry by się szło!

Taki trekking w Himalajach to wspaniała sprawa – idziesz sobie pieszo, mijasz pielgrzymów, obserwujesz zmienne krajobrazy – tak, jakby w jednym czasie być w kilku miejscach naraz! To musi być niesamowita przygoda i doświadczenie. Wiecie co? Chyba opuszczę nasze poczciwe Beskidy i Tatry na rzecz hen, hen dalekich wypraw… 🙂

Komu, komu na Szczyt Świata?

Dziś czas na wspomnienie w tym miejscu o pierwszym z miejsc, które znajduje się na mojej liście marzeń do zrealizowania. Tak jak wspominałam na początku, moja przygoda z podróżowaniem dopiero się zaczyna, a więc póki co większa jest lista tych rzeczy do zrealizowania, niż już wykonanych. Ale wszystko po kolei, a z pewnością już niedługo będę mogła odhaczać kolejne miejsca na liście. Pierwszym z magicznych miejsc, które chciałabym koniecznie zwiedzić, jest znane wszystkim na pewno z nazwy (bo taką samą nosi popularne ciasto 🙂 ) – Kilimandżaro, czyli korona ziemi .

Dlaczego tam?

Na początek wypadałoby streścić, czym owo miejsce jest i dlaczego budzi tak ogromne moje (i nie tylko moje zresztą) zainteresowanie. Powiedzieć można przecież, że to góra jak każda inna, więc po co tłuc się przez świat tyle kilometrów. Otóż nie jest to zwykła góra, to magiczne, niepowtarzalne, klimatyczne miejsce. To przede wszystkim najwyższa wolnostojąca góra na świecie, co samo w sobie czyni ją wyjątkową i podkreśla jej majestat, powiew grozy i niezależności. Tylko tam, w ciągu jednej wspinaczki mamy szansę doświadczyć w ciągu zaledwie kilku dni całego wachlarza klimatycznego – od gorących tropików, do wręcz arktycznych mrozów na wysokości ostatnich śniegów Kilimandżaro.

A więc…

Brzmi fantastycznie, prawda? Z całą pewnością takie też jest, gdy tylko oglądam zdjęcia czy materiały filmowe z wypraw innych, marzę o tym, aby kiedyś, w niedalekiej przyszłości, znaleźć się tam i zamieścić tutaj relację dla Was…. 🙂 Póki co – uciekam marzyć dalej, bo pisząc to wkręciłam się bardzo mocno…